środa, 21 października 2015

rodzinka

Witam dziś poruszę to co non stop nie daje mi spokoju czyli historia rodziny

Proszę nie komentować że nie umiem pisać czy coś mam dysgrafie i  inne tego typu anie ma kto mi poprawić pisowni

Zacznę od czasów pradziadka ponieważ zginął w drodze do Treblinki został zastrzelony.
Stało się to jak słyszę od innych iż on handlował biżuterią pieniędzmi ale też minus handlował samogonem ,żona go wydała i trafił do Treblinki . po zapanowaniu tam choroby wszyscy znaleźli się w szpitalu , mówił już że on nie zostanie i uciekł z szpitala chował się po lasach gdy wrócił do domu wjechał na podwórko samochód z Niemcem który go zabrał i pojechali po następnego całą drogę wiązał buty jak dotarli na miejsce Niemiec poszedł a polak kierowca pilnował ,po chwili wyskoczył z samochodu i zaczął uciekać Niemiec wyleciał z karabinem i krzyczał wróć bo wy bije twoją rodzinę po czym zatrzymał się i wrócił i dostał kulkę spoczywa na cmentarzu polskim w Treblince nie ma tam tabliczki że on tam jest ale w archiwach wszystko jest gdy był czas przed chorobą pra dziadka jego żona wolała kupić kożuszek bo miała kochanka .wrócę jeszcze do histori mojej pra babci która zamordowała swoją matkę dla majątku wciągnęła na strych z uciętą głową i podpaliła . jak to pisze jeszcze mam zimny dreszcz i te myśli jak tak można jedyny pra dziadek wydaje się przykładem szedł zawsze oby rodzina miała dobrze .do powiem jeszcze że po stracie pra dziadka moja babcia miała7lat ta historia jest dla mnie wiecznie żywa

Teraz opowiem o dziadkach i rodzicach
Mój ojciec do dziś nie zna sióstr tak samo nie chce znać ojca i matki.
Powód on dla matki był praktycznie nikim moim zdaniem skoro pożyczyła 20tyś od ojca dla córki do warszawy a dziś i babcia i ciocia się wypierają . a co lepsze awantury kiedyś były na porządku dziennym dziś już mniej ale też jest co nieco. Pamiętam też czas gdy ciotka przyjechała i była akcja że spisują się wszyscy na ciasto na święta przyjechał z ciastem babcia wzięła ciocia wzięła dla nas też wzięty ale wyszedł cyrk bo babcia dla córki od kroiła po pół z naszych i dała córce a reszte wyniosła do sąsiadów .śmiechu warte to chodzi przykro bo święta bez ciasta ale cóż . mój ojciec poszedł do babci i powiedział niech teraz odda swoje ciasto skoro jest taka hojna ,a babcia zadzwoniła do córki że coś tam i następnego dnia w święto przyjechała cała rodzina mnie siostry i mamy nie było w domu został brat babcia i dziadek . nie zapomnę jak brat pisał sms-y do siostry żeby przyjeżdżali bo karzą mu zabierać zwierzęta i wypi jak wróciliśmy oni z pretensjami że babcia nawet łazienki nie ma a mój ojciec powiedział że on nic od rodziców za darmo nie dostał i nie zamierza nic fundować i zaczęła się awantura po czym jak patrzyłem na ojca podsunął się do kuchni i złapał za nóż i do nich się odwrócił i krzyknął donośnie aż się przeraziłem a wy kurwy po czym wszyscy uciekli oprócz mojej mamy rodzeństwa i mnie .zadzwoniliśmy na policje i wyszliśmy na podwórko mój brat miał nuż za plecami wsunięty w spodnie ojciec tak samo a wujków za braą trzymały żony ponieważ się rwali do bicia jeden wój był z rurą której nigdy nie zapomnę i tych słów (zdechniesz w tej kałuży) . nie dało się dojść do porozumienia za nic . po przyjeżdzie policji powiedzieli że to oni dzwonili ,wyszła wielka kołomyja . sprawa trafiła do prokuratury i sądu była tam Natalka z mojego wieku musieliśmy też zeznawać ja miałem wtedy 7 lat . na zeznaniach powiedziałem że nie było noża strach że stracę rodzinę . zato w ich zeznaniach wyszło 3po3 czylki jeden przyznał była rura drugi nie a co do tego mama do dżiś sobie nie moż darować do dżiś trzyma papiery że niby latała z nożem i krzyczała że ich po wyżyna co oczywiście było bujną wyobrażnią z ich strony .dostali zkaz zbliżania się na teren posiadłości naszej.
W tym roku do tego zmarł wój ten co był z rurą  pojechałem na jego pogrzeb widziałem wszystkich po 12latach przywitałem się znimi nic więcej a dlatego że sami podeszli .ta rura przypomiała mi się nad jego trumną byłem na całym pogrzebie była z mną siostra i ojciec ,w drodze powrotnej cieszyli się żę zachowaliśmy się jak ludzie ostatnia wola się należy każdemy jak ja to określiłem żeby go namówić jechać ale gdy wracałem żąłowałem tego po co to sobie przypominać ten płacz ale cóż .wieczorem  dostałem telefon od żony zmarłego wuja z podziękowaniami że przyjechaliśmy i w ogóle ale zadzwoniła tylko do mnie nie wiem po co to wszystko .

Z ojcem i my mieliśmy nie raz problemy ponieważ wyżywał się nie raz naj częściej psychicznie chodż i dżiś mam go dość ale staram się nic nie odzywać poco nakręcać go bardziej . nawet wyganiał nas z domu ale cóż staram się żyć jutrem nie wiem co jeszcze mógł bym na pisać wkrótce na pisze na inny temat pozdrawiam.

środa, 7 października 2015

Tytułem wstępu, czyli Nadzieja Umiera Ostatnia

Witam wszystkich. Zaczynam przygodę z blogiem i postanowiłem napisać o przeszłości i o tym, co mnie w życiu spotkało. Otóż zacznę od spraw szkoły...
Gdy chodziłem do zerówki byłem podrzutkiem odepchniętym od innych... zawsze gorszy. Pierwsza klasa szkoły podstawowej, wtedy doszły wyzwiska, które mnie mocno poruszały. Nie były prawdą, nie opisywały prawdziwego mnie... a jednak nadal boli. Przezwiska powstały przez to, że ja i pewien kolega mieliśmy tak samo na nazwisko a robił w gacie. Zaczęli przez to i mi docinki robić. Trafiliśmy jednak rok później do różnych szkół. Przez całą podstawową każdy mi dokuczał. Nawet młodsi robili wyżywkę emocjonalną. Płakałem zbyt często. W szóstej klasie miałem egzamin poprawkowy z matematyki, który poszedł mi rewelacyjnie. Nauczycielka bardzo mnie za to chwaliła. Nie wiedziała jednak, że nauczyłem się tych zadań na pamięć. Tak w skrócie skończyła się podstawówka... byłem wykorzystany, rozbity i coraz słabszy. Wrak człowieka.Gdy trafiłem do gimnazjum wszystko co złe przyszło ze mną. Jednak zacząłem się sprzeciwiać, przez co też obrywałem i wraz płacz z bezradności, bo nic innego mi nie pozostawało. Kto by pomógł? Zawsze byłem sam.Pierwszą gimnazjum zawaliłem. Ze wszystkiego były jedynki. Wracałem do domu i nie robiłem nic, tylko gry komputerowe... uzależnienie. Nie miałem w okolicy nikogo, z kim dałoby się zaprzyjaźnić. Starałem się mimo to nie narzekać.Nie zdałem do drugiej klasy gimnazjum. Trafiła mi się nowa klasa. Nie wiem czy lepiej czy gorzej, ale tak jakby więcej mi dokuczali, tak to widziałem ja. Stałem za takim nie za bardzo mądrym kolegą, który dżiś chodzi do specjalnej szkoły. Z nim się zaprzyjaźniłem. Pedagog szkolna w moim gimnazjum nic mi nigdy nie pomogła, nie potrafiła i nie miała powołania do tego. Było tylko gorzej. Starałem się wyciszyć, oddałem się w ręce Internetu, kolejny raz uzależnienie.W wieku 12 lat miałem pierwszą dziewczynę. Związek przez Internet. Druga to już inna bajka, bo widywałem się z nią. Zdradziła z byle pierwszym lepszym. Zmieniło się wtedy moje podejście do kobiet. Gdy o tym sobie to przypominam to w oczach mam łzy... Później znów przez Internet związek. Bolesny, bo też na odległość. Z tą pierwszą i trzecią dziewczyną mam kontakt do dziś, jesteśmy przyjaciółmi.Gdy skończyło się gimnazjum zaczęło się dla mnie nowe życie. Popisywałem się przed innymi, zrobiłem z siebie idiotę w oczach wielu ludzi... Zacząłem się przyjaźnić z dwoma osobami z praktyk, ale z czasem koleżanka przegięła a ja zawsze stawiam na honor. Tuż przed końcem roku szkolnego odsunąłem się też od przyjaciela. Wina plotek... Powiedziałem co myślę raz i wmawiano mi dwulicowość. Strach pozostał i pewnie pozostanie, ciężko jest mi się teraz otworzyć. Sprawa z nimi została załatwiona przez psycholog w szkole ale i tak dostałem po dupie. Witam się z nimi na korytarzu, czasem zamienimy kilka zdań ale to nie to samo. Czuć, że relacja teraz jest sztuczna. Na ten czas pewna osoba z innej szkoły robi mi złą opinię. Dowiedziałem się o tym przypadkiem. Wciąż są na mnie ataki, ogólny hejt.Wyjechałem na kursy i moja sytuacja stała się jaśniejsza - nie można się tak łatwo poddawać. Zimą natrafiłem na książkę, z której pozostał we mnie wyjątkowy cytat: "Jesteśmy z reguły ludźmi cichymi i pokornego serca. Wolimy trzymać się w cieniu, aby z niego tym baczniej śledzić grzeszne uczynki bliźnich. Tak to już jest, że właśnie z cienia najlepiej dostrzec mrok, tymczasem blask tylko oślepia źrenice".Czy warto wyjść z tego cienia? Nie wiem... Strach przed prawdą jest zbyt duży. Ale kiedyś i to nas czeka.